Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia kaszubska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia kaszubska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 listopada 2014

Nordowi Mol

Nordowi Mol w języku kaszubskim oznacza północne miejsce. 


Restauracja położona jest w regionie północnych Kaszub, a dokładniej w Celbowie koło Pucka, przy drodze nr 216, przy trasie Reda – Hel. To miejsce odwiedziłam kilkakrotnie, głównie podczas wakacyjnych wypraw do Jastarni. 



Restauracja z daleka przyciąga uwagę ze względu na charakterystyczny budynek, który został wybudowany w 2006 roku i jest wzorowany wg starej XIX-wiecznej zabudowy. Wnętrze restauracji zostało urządzone w klimacie secesyjno – kaszubskim i wyposażone w elementy charakterystyczne dla minionej epoki. Na specyficzny klimat tego miejsca składają się secesyjne meble połączone z kaszubskimi elementami dekoracyjnymi takimi jak błękitno-żółte motywy kwiatowe, które obecne są m.in. na okiennych zasłonach czy też bieliźnie stołowej. Budynek otoczony jest ogrodem z sadzawką, młyńskim kołem i ludowymi rzeźbami. 



W Nordowi Mol serwowana jest kuchnia polska, z wybranymi potrawami kuchni Kaszubskiej, jak np. czernina, zupa z żółtej brukwi czy śledź z bulwami. Podczas ostatniej wizyty mój wybór padł na barszcz z uszkami oraz kaszubskie firkasy (gotowane udko z kurczaka w sosie słodko - kwaśnym z dodatkiem rodzynek podawane z ryżem). To danie nie jest często serwowane na kaszubskich stołach gdyż jest czasochłonne. Możliwość jego spróbowania istnieje głównie podczas rodzinnych uroczystości oraz przyjęć weselnych. Zarówno zupa jak i danie główne bardzo mi smakowały. Frikasy przypominało mi to, które jadałam w dzieciństwie. Zastrzeżenie mogłabym mieć jedynie do sposobu zaserwowania dania gdyż nie zachęcał do konsumpcji, jednak się przemogłam i nie zawiodłam się.


Fajnym dodatkiem w menu jest kartka z słownikiem polsko-kaszubskim. Super pomysł, zwłaszcza że można potrenować język podczas oczekiwanie na zamówienie. 

Podsumowując polecam to miejsce jako przystanek w podróży na półwysep, ale też jako idealne miejsce na wypad za miasto, np. na niedzielny obiad z rodziną. Ponieważ oprócz dobrego jedzenia na miejscu czeka na nas wiele atrakcji. :)

wtorek, 10 września 2013

Sunday

Niedziela jest jednym z takich dni w tygodniu, w którym czas nie gra roli. W tym dniu najważniejszy jest odpoczynek. Najlepiej w otoczeniu bliskich nam osób, rodziny czy przyjaciół. W naszym polskim zwyczaju najważniejszym punktem niedzieli jest obiad. Spożywany najczęściej "na mieście" bądź u jednego z członków rodziny tj. mamy czy babci. Jak wiadomo Polacy lubią zjeść dobrze i dużo. W związku z czym polski obiad powinien składać się z trzech dań tj. zupa, danie główne i deser. Całość powinna naładować nasze akumulatory na cały nadchodzący tydzień.

W ubiegłą niedziele, wybrałam się z moją rodzinką do miejscowości Kleszczowo. W której znajduje się restauracja Gościniec dla przyjaciół. Restauracja położona jest w cichym, ustronnym miejscu, w którym można odpocząć od miastowego zgiełku. Atutem restauracji jest duży ogród, w którym znajduje się m.in. mini zoo, huśtawki czy domowa winnica z różnymi szczepami winogron. Dodatkową zaletą tego miejsca jest to, iż na miejscu można kupić własne wyroby garmażeryjne, wędzoną czy żywą świeżą rybkę. 

Produktem firmowym restauracji jest pstrąg, który serwowany jest na różne sposoby. Wiąże się to z tym, iż właściciel restauracji jest również właścicielem stawów rybnych w których hoduje pstrągi. Oprócz dań rybnych w menu znajdziemy również zupy (tradycyjne tj. barszcz, rosół oraz rzadziej spotykane tj. z borowików), dania mięsne oraz słynne pierogi (m.in. z kapustą i grzybami, szpinakiem, na słodko czy z borowikami). Większość rodziny postawiła tego dnia na pstrąga podawanego m.in. w migdałach, na szpinaku czy po prostu smażonego z patelni. 



Zestaw obiadowy zawiera ziemniaki w różnej postaci (frytki, z wody czy pieczone), surówki oraz w zależności od upodobań rybę czy mięso. Serwowana część rybna była tak duża, że wielkością nie przypominała pstrąga lecz łososia. Zjedzenie tego wszystkiego graniczyło z cudem. Chociaż jak wszyscy wiemy konsumpcja na świeżym powietrzu wzmaga nasz apetyt. Dlatego zdziwiłam się sobie gdy pochłonęłam pierwsze i drugie danie znajdując jeszcze miejsce na deser! Z powodu mojego niezdecydowania wybrałam kilka deserowych wariantów m.in. pączka, sernik i maliny na kruchym cieście. Ciastko z malinami było obłędnie pyszne! :D Jednocześnie było taką wisienką na torcie tego niedzielnego obiadu.

To miejsce mnie zauroczyło, dlatego bardzo gorąco chce je Wam polecić. Szczególnie tym, którzy cenią świeżą, dobrą i przede wszystkim polską kuchnie. Jak również tym, którzy chcą wyrwać się na kilka godzin z miasta i zjeść coś dobrego na świeżym powietrzu. :)