Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Cała naprzód!

Tak właśnie nazywa się restauracja znajdująca się na 4 piętrze Ośrodka Kultury Morskiej przy Długim Pobrzeżu, w starym mieście Gdańsk. Lokal ten odwiedziłam przy okazji niedzielnego spaceru po starówce. Co zachęciło mnie do wejścia akurat do tego miejsca? Na pewno fakt, że za czasów studiów robiłam prezentację o budynku, w którym znajduję się Ośrodek Kultury Morskiej. Pamiętam, że widząc zdjęcia z tego miejsca pomyślałam iż muszę kiedyś tam się wybrać. Kolejną rzeczą która przesądziła o postawieniu stopy na 4 piętrze była cena żurku, którego koneserem jest mój tata.

Logo restauracji
W tym miejscu warto zaznaczyć, że restauracja jest dostępna nie tylko dla gości odwiedzających muzeum ale również dla tych "zwykłych" gości, którzy przyszli z ulicy. Dlatego tuż po przekroczeniu progu ośrodka należy kierować się w kierunku do windy, która zawiezie nas na 4 piętro.

Lokal urządzony jest w stylu marynistycznym, w którym przeważa biel. Na suficie zawieszone są białe maszty, zaś na ścianach wiszą obrazy z morskim motywem. W moim przekonaniu tę nudną biel warto byłoby przełamać innym kolorem, który ożywiłby to miejsce.

Karta dań jest krótka ale treściwa. Znajdziemy w niej dania kuchni polskiej oraz śródziemnomorskiej. Ciekawą rzeczą jest to, że obok ceny za danie znajduje się jego gramatura podzielona na wagę części mięsnej i pozostałych składników dania. 
Z zaproponowanych w menu dań zdecydowałam się zupę krem z pieczonego buraka (z chipsem z boczku i pianką chrzanową) oraz na pierś z kurczaka nadziewana kurkami z kaszą kuskus z młodymi warzywami. W pierwszym daniu  smaki były ze sobą idealnie połączone słodycz buraka została przełamana słonym boczkiem, a całości dopełniła pianka chrzanowa. Co prawda nie przepadam za chrzanem ale stwierdziłam że przełamię się i stwierdzam że było warto. Muszę przyznać, że zaserwowana porcja zaskoczyła mnie pozytywnie. Cena kremu była adekwatna do smaku i wielkości dania, wynosiła 14 zł. 

Po dość pożywnym pierwszym daniu nadszedł czas na drugie danie. Zdecydowanym atutem tego dania była świeżość! Przede wszystkim dzięki temu, że warzywa były świeże a nie mrożone z paczki. Za to bardzo duży +! Ponieważ we wszystkich lokalach, w których miałam przyjemność spożywania warzyw z wody zawsze podawane były te z paczki. Nie pojmuję dlaczego restauratorzy wolą ludziom wciskać kit zamiast podać rzeczywiście świeże warzywa z wody. Dodatkowo połączenie tak delikatnego mięsa z kaszą kuskus jest strzałem w dziesiątkę. Nie potrafię zrozumieć czemu większość restauracji podaje to mięso z zabójczo nie zdrowymi frytkami. Warto zwrócić uwagę, że danie zostało pięknie wyeksponowane na ciemnym talerzu. Aż chce się jeść! :) Cena za danie 37 zł, nie jest to drogo nie jest to tanio. Należy jednak przypomnieć, że restauracja znajduję się w centrum Gdańska. Więc ceny w tym miejscu zawsze były i będą nieco wygórowane. 

Pierś z kurczaka nadziewana kurkami z kaszą kuskus z młodymi warzywami
Pozostali towarzysze kulinarnych podbojów zdecydowali się m.in. na:
Fish and chips czyli dorsz w cieście w grubo krojonymi frytkami i miksem sałat - 28 zł
Pierś kaczki sous vide, puree z czerwonej kapusty, mus jabłkowy, smażone kopytka - 44 zł

Zdecydowanym atutem tego miejsca jest bliskie sąsiedztwo budynku z Żurawiem czyli jednym z najbardziej znanych zabytków Gdańska. Dzięki czemu restauracja może pochwalić się przepięknym widokiem z tarasu, m.in. na Motławę oraz Wyspę Spichrzów.



Podsumowując restauracja Cała naprzód pozytywnie mnie zaskoczyłam. Bo wybierając ten lokal nastawiłam się na wygórowane ceny i niskiej jakości, powtarzające się na każdym kroku jedzenie. Jednak prawda okazała się inna. Serwowane jedzenie jest pyszne i za rozsądną cenę. Wrócę tam z pewnością przy najbliższej okazji, a Was zachęcam do odwiedzenia tego miejsca.

niedziela, 2 listopada 2014

Nordowi Mol

Nordowi Mol w języku kaszubskim oznacza północne miejsce. 


Restauracja położona jest w regionie północnych Kaszub, a dokładniej w Celbowie koło Pucka, przy drodze nr 216, przy trasie Reda – Hel. To miejsce odwiedziłam kilkakrotnie, głównie podczas wakacyjnych wypraw do Jastarni. 



Restauracja z daleka przyciąga uwagę ze względu na charakterystyczny budynek, który został wybudowany w 2006 roku i jest wzorowany wg starej XIX-wiecznej zabudowy. Wnętrze restauracji zostało urządzone w klimacie secesyjno – kaszubskim i wyposażone w elementy charakterystyczne dla minionej epoki. Na specyficzny klimat tego miejsca składają się secesyjne meble połączone z kaszubskimi elementami dekoracyjnymi takimi jak błękitno-żółte motywy kwiatowe, które obecne są m.in. na okiennych zasłonach czy też bieliźnie stołowej. Budynek otoczony jest ogrodem z sadzawką, młyńskim kołem i ludowymi rzeźbami. 



W Nordowi Mol serwowana jest kuchnia polska, z wybranymi potrawami kuchni Kaszubskiej, jak np. czernina, zupa z żółtej brukwi czy śledź z bulwami. Podczas ostatniej wizyty mój wybór padł na barszcz z uszkami oraz kaszubskie firkasy (gotowane udko z kurczaka w sosie słodko - kwaśnym z dodatkiem rodzynek podawane z ryżem). To danie nie jest często serwowane na kaszubskich stołach gdyż jest czasochłonne. Możliwość jego spróbowania istnieje głównie podczas rodzinnych uroczystości oraz przyjęć weselnych. Zarówno zupa jak i danie główne bardzo mi smakowały. Frikasy przypominało mi to, które jadałam w dzieciństwie. Zastrzeżenie mogłabym mieć jedynie do sposobu zaserwowania dania gdyż nie zachęcał do konsumpcji, jednak się przemogłam i nie zawiodłam się.


Fajnym dodatkiem w menu jest kartka z słownikiem polsko-kaszubskim. Super pomysł, zwłaszcza że można potrenować język podczas oczekiwanie na zamówienie. 

Podsumowując polecam to miejsce jako przystanek w podróży na półwysep, ale też jako idealne miejsce na wypad za miasto, np. na niedzielny obiad z rodziną. Ponieważ oprócz dobrego jedzenia na miejscu czeka na nas wiele atrakcji. :)

niedziela, 3 listopada 2013

Wizyta w Trio

Restauracja Trio, jest mało znanym miejscem na kulinarnej mapie Gdyni. Powód? Stawiam na lokalizację. Mianowicie lokal znajduje się na ul. Starowiejskiej. Nie jest to ulica często uczęszczana przez przypadkowych przechodniów lecz przez osoby, które szukają konkretnego sklepu bądź pracują na tej ulicy. Kolejną kwestią jest fakt, iż ulica znana jest bardziej mieszkańcom niż turystom. 

Z zewnątrz lokal nie rzuca się zbytnio w oczy. Wchodząc do lokalu odnosi się wrażenie, że jest to przytulne zaciszne miejsce. Wystrój jest stonowany z pomarańczowymi dodatkami, na ścianach wiszą obrazy które nawiązują do jazzu. Ponieważ trio oznacza m.in. 

  • zespół złożony z trzech osób lub rzeczy;
  • kompozycja na trzy różne instrumenty;
Dania serwowane są w sposób estetyczny i odpowiednich proporcjach. Lokal może pochwalić się rewelacyjnymi zupami.

U góry toskański krem z pomidorów i papryki
Na dole zupa krem z cukinii <3
U góry rosół
Na dole zupa szpinakowa z serem pleśniowym
Atutem jest również deser, którego nazwę słyszałam pierwszy raz. Mowa mianowicie o czekoladowym "Brownie" podawanym na ciepło z lodami waniliowymi. Pomyślicie, a co to? Powiem Wam, że wygląda jak nie do końca wyrośnięte ciasto. Smakuje jak chałwa czekoladowa i mus czekoladowy. Jednocześnie ciasto jest bardzo słodkie i sycące  Oceniam go na mocne 5! :) Chociaż z drugiej strony cena za taki deser jest zbyt wygórowana (13 zł za porcję).


Czekoladowe Brownie 
Pozostałe dania były mówiąc ogólnie poprawnie. Co mam przez to na myśli? Mianowicie, ze były wykonane dobrze ale brakowało takiego pazura. Czegoś takiego co zapadłoby w pamięć. 

Warto docenić fakt, że restauracja jest dostosowana do przyjęcia gości niepełnosprawnych oraz tych, którzy są na diecie bezglutenowej. Oznaczenia widnieją przy wejściu do restauracji, jak i w menu. W karcie dań restaurator zaznaczył dania, które można podać w wersji bezglutenowej.



Jeden z kelnerów zapytał nas co można byłoby zrobić, żeby przyciągnąć więcej klientów. Po pierwsze uważam, że kelner zapytany co poleca powinien w pierwszej kolejności wymienić danie, którym szczyci się kucharz oraz właściciele firmy. Chociaż w moim przekonaniu zupa krem z cukinii jest hitem, który obsługa powinna polecać bez zastanowienia. 

Kolejną kwestią jest kolorystyka. Restauracja ma pomarańczowe elementy w wystroju czy logo. Kolor oczywiście przykuwa uwagę. Jednak problem jest w tym, że obok restauracji znajduję się lumpeks, który też ma pomarańcz w logo, napisach itd. Więc każdy przechodzeń może przejść obojętnie obok tego pomarańczowego pasma. Nie wiedząc, ze własnie minął dwa  diametralnie różne przedsiębiorstwa. Myślę, że właściciele powinni włożyć trochę wysiłku w rozreklamowaniu miejsca oraz dopracować menu i wystrój.

Podsumowując jest to zaciszne miejsce, w którym można oderwać się od zgiełku miasta i spokojnie spędzić czas z rodzinną (restauracja posiada kącik dla dzieci). W Trio znajdziemy posiłki dopasowane do każdego podniebienia i kieszeni. 






wtorek, 10 września 2013

Sunday

Niedziela jest jednym z takich dni w tygodniu, w którym czas nie gra roli. W tym dniu najważniejszy jest odpoczynek. Najlepiej w otoczeniu bliskich nam osób, rodziny czy przyjaciół. W naszym polskim zwyczaju najważniejszym punktem niedzieli jest obiad. Spożywany najczęściej "na mieście" bądź u jednego z członków rodziny tj. mamy czy babci. Jak wiadomo Polacy lubią zjeść dobrze i dużo. W związku z czym polski obiad powinien składać się z trzech dań tj. zupa, danie główne i deser. Całość powinna naładować nasze akumulatory na cały nadchodzący tydzień.

W ubiegłą niedziele, wybrałam się z moją rodzinką do miejscowości Kleszczowo. W której znajduje się restauracja Gościniec dla przyjaciół. Restauracja położona jest w cichym, ustronnym miejscu, w którym można odpocząć od miastowego zgiełku. Atutem restauracji jest duży ogród, w którym znajduje się m.in. mini zoo, huśtawki czy domowa winnica z różnymi szczepami winogron. Dodatkową zaletą tego miejsca jest to, iż na miejscu można kupić własne wyroby garmażeryjne, wędzoną czy żywą świeżą rybkę. 

Produktem firmowym restauracji jest pstrąg, który serwowany jest na różne sposoby. Wiąże się to z tym, iż właściciel restauracji jest również właścicielem stawów rybnych w których hoduje pstrągi. Oprócz dań rybnych w menu znajdziemy również zupy (tradycyjne tj. barszcz, rosół oraz rzadziej spotykane tj. z borowików), dania mięsne oraz słynne pierogi (m.in. z kapustą i grzybami, szpinakiem, na słodko czy z borowikami). Większość rodziny postawiła tego dnia na pstrąga podawanego m.in. w migdałach, na szpinaku czy po prostu smażonego z patelni. 



Zestaw obiadowy zawiera ziemniaki w różnej postaci (frytki, z wody czy pieczone), surówki oraz w zależności od upodobań rybę czy mięso. Serwowana część rybna była tak duża, że wielkością nie przypominała pstrąga lecz łososia. Zjedzenie tego wszystkiego graniczyło z cudem. Chociaż jak wszyscy wiemy konsumpcja na świeżym powietrzu wzmaga nasz apetyt. Dlatego zdziwiłam się sobie gdy pochłonęłam pierwsze i drugie danie znajdując jeszcze miejsce na deser! Z powodu mojego niezdecydowania wybrałam kilka deserowych wariantów m.in. pączka, sernik i maliny na kruchym cieście. Ciastko z malinami było obłędnie pyszne! :D Jednocześnie było taką wisienką na torcie tego niedzielnego obiadu.

To miejsce mnie zauroczyło, dlatego bardzo gorąco chce je Wam polecić. Szczególnie tym, którzy cenią świeżą, dobrą i przede wszystkim polską kuchnie. Jak również tym, którzy chcą wyrwać się na kilka godzin z miasta i zjeść coś dobrego na świeżym powietrzu. :)






wtorek, 7 maja 2013

Rwąca rzeka smaków

Restauracja Rzeka Smaków mieści się w hotelu Ibis Styles Gdynia Reda (wcześniej był to hotel Waśko), który położony jest w mieście Reda przy trasie łączącej Gdynię z Helem.


Wystrój restauracji jest ciepły i nowoczesny. Dominującym kolorem jest biel połączona z beżem. Elegancji dodają złote i srebrne lampy. Indywidualny charakter restauracji podkreślają elementy wystroju zaprojektowane przez jednego z znanych twórców wzornictwa - Philippe Starck. Wystawiona zastawa stołowa zaprasza do tego aby zasiąść do stołu.




Restauracja oferuje nam dania z kuchni polskiej i europejskiej. 

Menu restauracji nie jest nudne i w dodatku się zmienia co jakiś czas. Zmiany w menu zauważyłam  podczas poszukiwań nazwy i składników dania, które zamawiałam. Według mnie zmiany w menu są dużym atutem. Ponieważ możemy być  pewni, że szef kuchni zwraca uwagę na upodobania klientów, lokalne produkty dostępne w danej porze roku. Dodatkowo jest to sposób na reklamę restauracji bo klient wróci do lokalu w celu sprawdzenia nowości w menu 

Talerz wieprzowy, a na nim kawałek golonki, pieczony boczek, polędwiczka i kawałek wędzonki. Podane z chrupiącą sałatą oraz małymi kopytkami. To danie próbował mój tata(mięsny smakosz) i przyznał, że mu bardzo smakowało. Źródło: http://deluxe.trojmiasto.pl/Zupa-z-zltch-wrekow-w-restauracji-Rzeka-Smakow-Hotelu-Ibis-n66359.html
Zamówienie złożyłam na grillowanego łososia marynowanego w gałązkach kopru podanego z cukiniowym spaghetti w sosie pomidorowo-anyżowym. Spaghetti cukiniowe to super pomysł szczególnie dla tych co dbają o linie. Połączenie pomidorów z anyżem bardzo oryginalne i dosyć nie typowe. Odpowiednia porcja i proporcje składników na talerzu były adekwatne do ceny. 

W oczekiwaniu na zamówione przez siebie danie otrzymałam terrine z łososia, które jak się później okazało było w cenie zamówienia. 

Terrine wyglądało mniej więcej tak jak na zdjęciu. 
Na zamówione danie nie trzeba było długo czekać i razem z moimi gośćmi mogliśmy w jednym czasie celebrować posiłek. 

Muszę zaznaczyć, że obsługa jest na wysokim poziomie. Ponieważ posiada wysoką kulturę i wiedzę na temat serwowanych dań w restauracji. Podczas składania zamówienia kelnerka zaproponowała aby cukiniowe spaghetti podać z innym sosie, niż kucharz proponuje w menu. Takie zachowanie świadczy, że kelner wie jak i z czym danie smakuje najlepiej.

Restaurację polecam osobom dla których liczy się świeżość, smakowitość oraz odpowiednie skomponowanie dania. Polecam na szczególne okazje np. kolacja z chłopakiem, niedzielny obiad z rodziną czy urodziny w gronie najbliższych. Wystrój wnętrza w połączeniu z proponowanymi daniami sprawiają, że chce się uczcić wyjątkową dla nas okazję akurat w tym miejscu.



W tym roku pojawię się tam na pewno nie raz. Bardzo gorąco polecam! :)

Strona www hotelu jak i restauracji znajdziesz TU

poniedziałek, 18 marca 2013

Mariaszek na raz!

Mariasz - dawna gra w karty; król i dama tego samego koloru wśród kart jednego z grających.


6 stycznia minęły 23 lata odkąd moi rodzice zawarli związek małżeński. Z tejże okazji moim zadaniem było znalezienie restauracji, w której uczczą oni to święto w gronie najbliższych osób. Na tę okazję wybrałam restauracje Tłusta Kaczka. W drodze do tej restauracji trafiliśmy w zupełnie inne miejsce niż zaplanowałam, a mianowicie do restauracji Mariaszek. Pomyłka nastąpiła przez złą interpretację znaków oraz nie wiedzy o istnieniu innej restauracji na danej ulicy niż Tłusta Kaczka.

Mariaszek Restuarant to lokal położony w przepięknej dzielnicy Gdynia Orłowo, a dokładniej przy jednym z najpopularniejszych centrów handlowych- Klif. Kwadratowa bryła z dużymi oknami zwraca uwagę nie jednego kierowcy czy przechodnia. Przez okna można ujrzeć eleganckie wnętrze urządzone w klasycznym stylu z odrobiną nowoczesności. Dodatkowo restauracja posiada własną winiarnię wraz ze stołem degustacyjnym. W mojej opinii sposób urządzenia wnętrza zdecydowanie wpłynął na to, że zechciałam zostać w tym lokalu i przekonać się co Mariaszek kryje w swoim menu. 

Przyznam szczerze, że menu nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Ponieważ nie które połączenia smaków nie przypadły mi do gustu, bądź dane danie już próbowałam w innym miejscu. Moją uwagę przykuła polędwica Maćka Kuronia (polędwiczka wieprzowa, nadziewana serem Rokfor, czosnkiem i ziołami - na winnym sosie, bejcowana  i duszona),  do której dobrałam buraczki podawane na gorąco.

To czego nie znoszę w polskich restauracjach to, to że w menu nie ma zestawów proponowanych przez szefa kuchni. Przez co zmuszona jestem sama skomponować własne danie, nie znając smaku np. tak przyrządzonej polędwicy, w związku z czym osobno płacić za surówkę, polędwicę i ziemniaki. Nie wiem kto wpadł na taki pomysł, ale wiem jaki cel chciał przez to osiągnąć. Kolejną rzeczą, która nie spodobała mi się to ograniczona ilość dodatków do wyboru, z czego połowy propozycji nie można było zamówić bo już się skończyły. 

W oczekiwaniu na zamówienie, jako przystawkę zaserwowano chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym. Nie jestem koneserem smalców, ale muszę przyznać że ten mi smakował. Po zjedzeniu przystawki nastąpiło bardzo długie oczekiwanie na danie główne. Jednak jak wiadomo w dobrym towarzystwie szybciej czas mija. Plusem długiego czekania było to, że przybyli ze mną goście dostali swoje dania w jednym czasie. Dzięki czemu wspólnie mogliśmy celebrować posiłek i wymieniać się spostrzeżeniami. Moja siostra zachwycała się zapiekanymi ziemniaczkami, podczas gdy tata z wujem zajadali się golonkami zaś mama z ciocią dyskutowały na temat zasmażanej  kapusty.

Restauracja Mariaszek jest elegancką restauracją z kilkoma kwestiami pozostawiającym trochę do życzenia. Danie mi smakowało jednak nie smakowała mi cena, którą musiałam za nie zapłacić. W związku z tym jest to typ restauracji, które osobiście nazywam "na jeden raz" czyli byłam tam po raz  pierwszy i raczej ostatni.

Chciałabym zaznaczyć, że to jest moja opinia na temat tej restauracji. Dlatego proponuję abyście sami się przekonali jak jest na prawdę.  :)

Strona internetowa restauracji Mariaszek znajdziesz tu.